Będąc tam dzisiaj rano, pomyślałem, że sprawa warta jest opisania. Chodzi o sklep na ul. Wiejskiej. Nie ten na rogu Wiejskiej i Leśnej ale ten mniej więcej w połowie Wiejskiej.
Wchodzę, mówię: dzień dobry! Cisza. Za ladą jakieś nie uprzejme kobiety, zachowujące się jak byśmy bylo w najlepszym okresie socjalizmu: po co przyszedłeś, nie ma innego sklepu? Łaskę robią że coś sprzedadzą… Może sklep dla elit z okolicy? Nie wiem, ale jeśli tak, to wolę się do tej elity nie zaliczać. Taka sytuacja ma miejsce oczywiście nie po raz pierwszy. Pracuje tam, albo pracowała, jedna miła pani. Ale jak jej nie ma, to w ogóle strach kupować. Jeszcze wywalą za drzwi.
Z resztą jest sklep na Szkolnej. Kiedyś tam nie chodziłem, bo nie mieli terminala do kart płatniczych. Teraz mają. Obsługa uprzejma, towar jest. Więcej do „spożywczo-przemysłowego” nie chodzę. Pewnie tęsknić nie będa. Ja też nie!